Wreszcie, jesteśmy! Stolica administracyjna Boliwii (jak pamiętacie, konstytucyjną jest Sucre), bo to tu ma swoją siedzibę rząd tego kraju,
de facto więc najwyżej położona stolica świata (3600m.n.p.m.). Nuestra Senora de La Paz ('Matka Boska Pokoju'), bo tak brzmi pełna nazwa miasta, wita nas o poranku, tuż po wschodzie słońca. Zjeżdżając do doliny, w której jest położone, ogarnia nas zdziwienie: domy są dosłownie wszędzie! I te zaśnieżone szczyty Kordyliery Real w tle... La Paz dobrze oddaje obraz Boliwii jaki do tej pory utrwalił się w naszych głowach: krajobraz nie z tego świata.

By podzielić się z Wami tym panoramicznym widokiem, powróciliśmy na El Alto tuż przed zachodem słońca

Illimani, po wulkanie Sajama, drugi co do wielkości szczyt Boliwii - 6438m.n.p.m.

A tu La Paz nocą
La Paz jest położone w dolinie, ale gdy w niej zabrakło miejsca, konstrukcje przeniosły się na zbocza otaczających je gór i wreszcie poza nie. Dobrze sytuowana klasa społeczna osiedliła się na samym dnie doliny - tam gdzie jest najcieplej. Najbiedniejsi schronili się na wietrzystej, chłodnej wyżynie. Przez wiele lat stanowiła ona część La Paz, jej przedmieście, które rozwijało się w sposób niekontrolowany, m.in. przez masową emigrację rolników i górników (z pozamykanych kopalni rud miedzi) prawie w stu procentach Indian Ajmara. Dziś El Alto jest rozdzielnym miastem zamieszkiwanym przez ponad milion osób. Jego sytuacja ekonomiczna jest jednak uzależniona od La Paz.

By the way, El Alto jest najwyżej położonym miastem świata - 4150m.n.p.m. To na jego terenie znajduje się również najwyżej położony na świecie międzynarodowy port lotniczy.
Nasz hotel, Hostal Republica, już sam w sobie wart jest zwiedzania. Na początku XX wieku mieszkał tu jeden z boliwijskich prezydentów, José Manuel Pando.
Stąd zaczynamy nasz spacer po mieście. Zadanie ułatwiają nam po raz kolejny uprzejme zebry. Po ich opieką na pewno nie grozi nam żaden pirat drogowy!
Najpierw udajemy się w stronę Miradoru Killi-Killi. Trzeba się sporo powspinać, ponawzdychać i spocić, zanim dostąpi się zaszczytu oglądania centrum miasta "z góry".

Jeśli potrzebujesz hydraulika, znajdziesz go na ulicy Saavedra. A nawet kilku naraz.

Busiki komunikacji miejskiej z zawrotną prędkością śmigają po stromych ulicach La Paz

Jeśli zastanawiacie się jak to możliwe na takiej wysokości, wiedzcie, że wszystkie nowe samochody zaliczają wizytę u mechanika przed pierwszym użyciem. Ten wynienia dyszki w gaźniku na większe - bez tego przy takim rzadkim tlenie samochody ledwo dyszą.

Mirador Killi-Killi

Estadio Hernando Siles, najwyżej położony na świecie stadion piłkarski na którym reprezentacja Boliwii rozgrywa spotkania międzynarodowe, prawie wszystkie wygrane, i gdzie odbywają się derby La Paz pomiędzy pierwszoligowymi Bolivar i The Strongest.

Wysokie buildingi i księżycowy krajobraz w tle.

Remi i Illimani
W przeciwieństwie do pięknego Sucre, La Paz zdaje się brudne, brzydkie albo raczej...niedokończone. Jakbyśmy znajdowali się wiecznym placu budowy. A to wszystko prawda jest! Jej przyczyna jest dość banalna: mianowicie w Boliwii płaci się podatek od ukończonego domu. A że większość nie lubi oddawać swych pieniędzy do państwowej skarbonki, to robi tak by domu nigdy nie ukończyć. Wystarczy nie tynkować i żaden urzędnik nie może tego zakwestionować, bo przecież budynek cięgle jeszcze jest w budowie...
Oczywiście w La Paz znajdują się również budynki historyczne, kolonialne...znaczy się otynkowane. Ciekawe czy hiszpańscy konkwistadorzy zapłacili podatek?

To Calle Jean, ulica muzeów, zdecydowanie najlepiej zachowany zabytek architektury kolonianej.

Tutaj, jak w Potosi, uliczka jest wąska, by uchronić mieszkańców przez wiatrem.

Oto Pałac prezydencki

Plaza Murillo gdzie powieszono kilku prezydentów Boliwii. Tutaj znajduje się Katedra i przedstawiony wyżej Pałac prezydencki. To pewnie swego rodzaju przestroga dla każdej urzędującej głowy państwa.

Plaza Murillo stanowi teoretycznie centrum La Paz. Ale tak naprawdę wszystko dzieje się tutaj: na placu przed Bazyliką San Francisco.

Kolorowe, soczyście świeże freski zdobią wiele murów w La Paz. Ten akurat znajduje się na ścianie targu owocowo-warzywnego.
Jako stolica - siedziba rządu, to przede wszystkim w La Paz zaczynają się wszystkie ruchy protestacyjne. Boliwijczycy są zdecydowanie łasi na wszelką lekturę rewolucyjną, zafascynowani rewolucjami i rewolucjonistami w każdym rodzaju - nawet jeśli czasem może się to wydawać dziwne...

Pierwszomajowe plakaty

Obok dzieł Che Guevary można znaleźć Mein Kampf i to na rogu każdej ulicy.
La Paz jest dla nas dużym zaskoczeniem. Wydawało się nam, że metropolia będzie wyzuta całkowicie z uroku, w szczególności w porównaniu do pozostałych, odwiedzonych w Boliwii miast. Ale nie! La Paz jest urocze, jest pełne życia, funkcjonalne. Panuje tu śpieszno nieśpieszna atmosfera, mieszkańcy są przemili. Nie planowaliśmy zostać tu długo - La Paz miało raczej stanowić dla nas coś w stylu praktycznego skrzyżowania prowadzącego do miejsc, które planowaliśmy odwiedzić w tej części Boliwii. A zdecydowanie zasługuje na to, by poświęcić mu kilka dni - na wyłączność.
Ten artykuł nie obejmuje więc całego czasu, który spędziliśmy w La Paz. Czasami wybywaliśmy z niego na popołudnie, czasem na cały dzień, a raz nawet na kilka dni.
Ale tego dowiecie się w następnych artykułach!
Très colorée ces ruelles, et tout ça à 3600 m sans un seul flocon de neige! Sympa les "zèbres", il en faudrait chez nous devant chaque école! Bises
Trudno się dziwić Boliwijczykom w kwestii zainteresowania się ruchami rewolucyjnymi na świecie, wszak to w tych regionach kontynentu południowo amerykańskiego dochodziło do wykorzystywanie ojczyzn autochtonów w różnych celach na czym wychodzili oni zawsze jak przysłowiowy Zabłocki na mydle.La Paz też kolorowe jak i poprzednie miasteczka Boliwii z tą różnicą,że pokazane na tle gór robi wrażenie osiedla właśnie kolonizowanej obcej planety.W Grecji też mają ten sam problem z niedokończoną budową domów wystarczy tam na dachu zostawić wystające pręty stalowe i nie płaci się podatku ,no ale Grekom wychodzi to oraz wiele innych rzeczy bokiem aktualnie.Te zebry to jak ostatnio pisaliśmy naprawdę fajny pomysł, nie dość,że ludzie mają zajęcie to jeszcze dzieci kupę zabawy przydało by się coś takiego u nas może było by mniej wypadków na przejściach dla pieszych.Umiejscowienie stadionu bardzo chytre warunki panujące na tej wysokości "uziemią" każdą reprezentację bez odpowiedniego czasu aklimatyzacji stąd wygrane reprezentacji Boliwii na własnym terenie.Widok starego "Garbuska" zawsze jest pewną retrospekcją bo przecież ile ich jeżdziło jeszcze u nas tak niedawno, te nowe produkowane w Stanach nie mają tego charakteru co ten na zdjęciu.Czekamy na następną relację z La Paz bo zaczęło się ciekawie i na pewno się nie zawiedziemy.Buziaki!
salut! petit conseil si vous avez le temps :) faites un tour guidé à "la isla del sol sur & norte" vous n'allez pas le regretter :=)
boliviana => Effectivement, on l'a fait et on a adoré!
Ville très colorée - très intéressante. Ces zèbres seraient les bien venus chez nous ! Vous avez des mines superbes Bisous à vous deux